Filmaster

your movie guide

Twój progres

0%

Oceniłeś 0/15 filmów. Oceń 15 więcej & sprawdź co obejrzeć dziś wieczorem!

Afrykamera 2011, cz. 4: Afryka "wczoraj i dziś"

Krakowski dzień Afrykamery czwarty upłynął - jak wczorajszy - pod znakiem dokumentu. Pierwszy seans to reportaż o pewnej współczesnej grupie "młodzieży" z Soweto, drugi, dla odmiany, o historii dawnej - Timbuktu. Kontrast jest tym większy, że współczesność pokazana jest przez pryzmat niewykształconej, ubogiej warstwy społecznej, natomiast historia Timbuktu to historia złotego wieku, okres uniwersytetów, gdy każdy potrafił czytać i pisać, a złoto zalegało w skrzyniach...

Surfując w Soweto
Reportaż ten ma jedną bardzo silną stronę - powstawał na przełomie trzech lat. To pozwoliło nie tylko pokazać sam problem - niebezpieczny sport jakim jest trainsurfing, od którego co tydzień ktoś ginie w Soweto, ale również kontekst - dalsze losy chłopaków, których poznajemy jako beztroskich surferów, a którzy po upływie trzech lat zmieniają się wręcz nie do poznania.

Niestety film ten ma też jedną równie "silną" - słabą stronę - jest za długi. Materiał ten, moim skromnym zdaniem, dał by się skompresować czasowo o połowę bez zauważalnych strat, a film na pewno zyskał by na ekspresji. Temat bowiem nie jest równo eksploatowany - bardzo ciekawy wstęp pokazujący tło - Soweto, jego dramatyczną historię, problemy, powstanie trainsurfingu. A potem zaczyna się rozwlekanie. Mam wrażenie, że twórczyni zabrakło dystansu do tematu. O ile dla bliskich tych chłopaków ich intymne kontakty z rodziną są na pewno ważne, o tyle z punktu widzenia widza można by je na pewno ograniczyć. Same sceny z ich ulubionego zajęcia - pociągowego szaleństwa - miałem wrażenie, że w kółko się powtarzają. Natomiast klamrą są dalsze "koleje" bohaterów - które znów zaskakują.
Podsumowując - jeśli chodzi o samo zjawisko, to u nas też nie brakuje młodzieńców nonszalancko ryzykujących życie, tyle tylko, że może samo życie ma dla nich większą wartość. Chętnie widziałbym głębszą analizę genezy tego zjawiska jak również jego implikacje, oprócz krwawych wypadków. Liczyłem też na większą dawkę samych ujęć "surfowania" oprócz powtarzającej się jednej sekwencji na dachu i specyficznego "tańca" przy platformie. Jest to film z rodzaju "disturbing" - podaje widzowi pewną dozę niepokojącego materiału, wprowadzającego raczej posępną atmosferę - ale niestety nie wiadomo jaka miałaby płynąć z tego nauka, czy refleksja, oprócz tego że niemądrze jest tańczyć na dachu pociągu, ale w miejscu takim jak Soweto nie sposób nie robić czegoś niemądrego.

Rękopisy z Timbuktu
Na niekorzyść tego obrazu zadziałało moje zmęczenie pierwszym seansem. Pewnie limit dokumentów na piątkowy wieczór przekroczyłem i tolerancja mi spadła. Może rozczarowanie też zrobiło swoje. Liczyłem chyba na coś w rodzaju wprawiającej w osłupienie relacji z najnowszych odkryć archeologicznych w stylu National Geografic. A tymczasem zobaczyłem "gadające głowy".

Zacznę od tego, że moja niewiedza na temat Afryki (o której już wspominałem) pozwoliła mi również ominąć przekonanie, jakoby Afryka nie miała historii przed kolonizacją. Ze szkoły pamiętałem, że Afryka kolebką ludzkości jest. Egipt, Aleksandryjskie Biblioteki, Mahomet, Imperium Arabskie - nawet do głowy mi nie przyszło, że pomimo tego wszystkiego Afryka miałaby być pustynią również cywilizacyjną. A ponieważ o takich przekonaniach nie wiedziałem, to również obalanie tych mitów nie stanowi dla mnie większej sensacji. Czyli ustalmy, że jako ignorant nie będę się wypowiadał na temat warstwy merytorycznej tego dokumentu.

Konwencja natomiast nie zachwyca. Oprócz doskonałych zdjęć, praktycznie tylko wypowiedzi profesorów i historyków, sekwencyjnie, jedna po drugiej. Dodatkowo w moim przypadku, jako że byłem skazany na napisy, uciążliwe szczególnie było, że niestety nakładały się na napisy angielskie, przez co głównie wysilałem wzrok... żeby zrozumieć o czym mowa (co oczywiście nie jest winą twórców filmu, ale i tak wpływa na rozdrażnienie).

Historia sama w sobie ciekawa - złoty wiek Timbuktu, stolicy handlowej, finansowej, państwowej i wreszcie - naukowej. 25 tys mieszkańców, a każdy umiał czytać i pisać - to faktycznie robi wrażenie. Ale chyba przeoczyłem, co właściwie znaleziono w tych manuskryptach? Nie ukrywam, że troszkę przysnąłem, więc mogło mnie coś ominąć...

Anegdotką natomiast była dla mnie jedna z wypowiedzi jednego z sędziwych naukowców. Nie mam wątpliwości, że wszystkie krzywdy jakie wyrządzili biali Afryce uzasadniają takie drobne złośliwości, co nie zmienia faktu, że mnie to rozbawiło. Uczony ten wyraził przekonanie, że poziom wiedzy jaki znajdujemy w wiekach średnich w Timbuktu pozwalałby na to, żeby to Afrykanie podbili Europę, a nie Europejczycy Afrykę. Zabrakło im "jedynie" techniki.

Pstepien Pstepien

Cywilizacyjna pustynia afrykańska dotyczy raczej postrzegania tzw. czarnej Afryki, a nie Afryki jako calosci w kontekscie chocby Egiptu.

.

habdank habdank

Chodziło mi właściwie o to, że skoro na kontynencie istniały tak silne ośrodki jak Egipt czy Imperium Arabskie, to już sobie sam dopowiedziałem, że musiały na pewno promieniować na inne obszary. Choćby przez kupców. Historia ziem europejskich na północny wschód od limes Imperium Romanum też jest praktycznie niespisana, co nie implikuje, że nie było na tych obszarach cywilizacji, jak choćby kultura łużycka.

.

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook