Esssential killing czyli Morderca mimo woli
Pustynia, fantastyczny krajobraz afgańskich skał i wąwozów, warkot śmigieł helikoptera, podmuchy piasku, głos pilota w hełmofonach, w oddali trzech mężczyzn - prawdopodobnie Amerykańskich handlarzy w eskorcie sapera US Army. Ale nie... to jednak nie kolejny wojenny dreszczowiec, dla miłośników 9 kompani, Helikoptera w ogniu czy Operacji Samum od razu ostrzeżenie - wartkiej akcji tu nie znajdziecie zbyt wiele. To raczej skrzyżowanie Plutonu z Rambo i filmem przyrodniczym.
Poszedłem do kina zupełnie świeży - czysta karta, żadnych recenzji, żadnych opinii, jedynie notka z ulotki - nagrodzony na 3 międzynarodowych festiwalach, "najlepszy polski film zagraniczny od czasów Kieślowskiego"...
I faktycznie, ma coś z Kieślowskiego - zadziałał na mnie tak samo irytująco.
Pierwszy raz zdarzyło mi się zasnąć w kinie, choć długo walczyłem i umknęła mi właściwie tylko ostatnia scena, więc na dobrą sprawę nie wiem w jaki sposób urwano historię, choć mam pewność jak się skończyła. Właściwie od jakiejś 20 minuty każdy widz nie ma wątpliwości jak to się skończy. Oczywiście scenarzysta mógłby nas czymś zaskoczyć, ale tak konsekwentny nie był.
Film, chociaż usypia, jest również bardzo męczący i drażniący. Męczy jego powolne tempo, choć wbrew pozorom przedstawia pełną napięcia pogoń za więźniem; natomiast drażni jego przewrotność - bo niby mamy historię sensacyjną, ale twórcy bardziej chyba chcieli przedstawić widzowi traktat moralno-filozoficzny. Niestety, Skolimowski to nie Oliver Stone, a Mazury to nie Wietnam.
To nie jest tak, że film jest do bani - świetne są zdjęcia, doskonale pokazane piękno polskiej zimy - za co chwała, skoro poszło w świat. Pomysł z wrzuceniem pustynnego terrorysty (który nota bene ma być przykładem na to, jak łatwo sprawić by porządny człowiek stał się drapieżnym zwierzęciem) w zimową puszczę i przedstawienie jak dzikiego zwierzęcia w matni, które kąsa, by przeżyć - doskonały, ale wystarczyłoby go jedynie na kilkanaście minut, nie na cały film. Kontrast pomiędzy skalistą pustynią, torturami w amerykańskim więzieniu i polskim lasem pełnym spokojnych stworzeń jest wymowny, ale to nadal za mało na pełnometrażowy film akcji.
Podsumowując - dość płaska moralizatorska opowieść o wojnie, w której nikt nie jest dobry ani do końca zły, ubrana w odrobinę zbyt nudnawą formę, za to z pięknymi opisami przyrody.
Acha, no i jest przemoc, pościg, zalążek romansu, a nawet kawał cyca.
doktor_pueblo
Może i poszło w świat, co nie zmienia faktu, że tych zdjęć nie kręcono w Polsce, tylko w Norwegii, bo w Polsce, jak to ujął Skolimowski "nie ma gwarancji śniegu" :))
habdank
Hahaha! No to mnie przerobił! Czyli upadła ostatnia zaleta :-)
michuk
Całe szczęście, że Skolimowski to nie Stone, bo pewnie dostalibyśmy niedługo sequel "Essential Killing - Afgańczyk nigdy nie śpi".
Film jest chyba tak daleki od moralitetu jak tylko mógłby być, mając na uwadze tematykę. Nie wiem skąd wytrzasnąłeś ten traktat moralno-filozoficzny. To jest dość prosty film, który broni się świetnie również bez kontekstu politycznego (ten dodaje tylko smaczków).
Przeczytaj spoilery +
Niesamowite, że tak prosty film wywołuje tyle kontrowersji i zupełnie sprzecznych reakcji. Dla mnie to faktycznie najlepszy film polski od dwóch dekad a jednocześnie najlepszy film jaki widziałem w tym roku obok Hadjewich Dumonta.
habdank
Przeczytaj spoilery +
umbrin
Dwóch dekad? . Wow. Widziałem kilkanaście lepszych.
doktor_pueblo
Abstrahując od tego, czy się zgadzam z tą opinią (wiadomo, że nie), to powstaje pytanie, czy można uznać ten film za "polski". Ja mam wątpliwości, mimo że bez wątpienia sporo polskich elementów w nim jest (reżyser, operator, muzyka, część plenerów).
Natomiast co do odbioru filmu, to chyba Habdank trafił w sedno, pisząc o tym, że odbiór filmu zależy od sympatii dla bohatera. Bo jeżeli go się polubi i mu kibicuje (jak Ty michuk, czy Esme), to się nie zwraca uwagi na niedoskonałości scenariusza, ale jeżeli go się nie lubi ani przez moment (jak ja, Habdank, czy Bedrzich) to zwraca się uwagę na inne rzeczy. I zauważa dziury.
michuk
Tak, oczywiście jest to koprodukcja. Uznałem go za film polski, bo sporo wyłożył na niego PISF. Ale nie będę się kłócił.
Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook