Islandzkie Wilkowyje
Parking królów to "zadupie Islandii" - miejsce odosobnione, gdzieś na bezludziu, pośród zarośli, skał i błota. Dojechać tam można jedyną starą taksówką, której właściciel jest jednocześnie administratorem tytułowego parkingu dla przyczep kempingowych. To wyjątkowe miejsce - osada zdziwaczałych indywiduów odciętych od świata. Daleko temu siedlisku jednak do sielankowych bezdroży, to miejsce raczej pełne jest rozpaczy. Bohaterowie nie wiodą spokojnego życia - nie wiodą właściwie żadnego życia, ich życie utknęło w ślepej uliczce i wielu z nich bliskich jest załamania nerwowego.
Niektórzy spędzili tam całe życie, inni przyjechali szukać "wewnętrznego głosu" i utknęli. Główny bohater powraca, by spotkać się z ojcem, wydusić od niego trochę pieniędzy, ale również, by nawiązać z nim kontakt. To właściwie wyczerpuje fabułę - reszta to dialogi, rozpaczliwa szarpanina, ale również, wbrew wszystkiemu, dużo ciepła pośród tego surowego klimatu.

Parking królów to zdecydowanie kino skandynawskie - pełne absurdu, gorzkie i ironiczne, skierowane na "wewnętrzny głos" i społeczne relacje. To bardzo leniwy obraz o wyjątkowym klimacie.
Raczej dla koneserów skandynawskiego klimatu.
__________________________________________________________________________
Film obejrzany dzięki Filmasterowi podczas seansu w krakowskim kinie Mikro.




Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook